Z dronem po najpiękniejsze kadry na koniec świata!

Udał się w miesięczny rejs po Antarktyce, by zrealizować swój autorski projekt. Na pokładzie jachtu żaglowego Selma Expeditions zmierzył się z największymi wyzwaniami jako operator BSP. Z Wojciechem Nawrockim – fotografem przyrody, operatorem drona oraz autorem artystyczno-edukacyjnego „Projektu Antarktyka” rozmawia Teresa Uchman z DRON.edu.pl


Pojawiłeś się w DRON.edu.pl na szkoleniu w czerwcu 2018 roku. Opowiedziałeś nam wtedy o swoich planach. Niezwykły projekt i szalona podróż na koniec świata. Obecnie, minął już ponad miesiąc od Twojego powrotu z Antarktyki! Jesteśmy ciekawi Twojej relacji i przygód, zwłaszcza tych z udziałem drona. Jestem przekonana, że w tak srogich warunkach ich nie brakowało. Na początek jednak powiedz – jak to jest oglądać Antarktykę z lotu ptaka?

To niesamowite wrażenie, trudno je opisać słowami. Latanie i filmowanie dronem to ekscytujące zajęcie samo w sobie, a latanie na takim obszarze jak Antarktyka to obłęd – szczególnie dla fotografa przyrody, który widzi kadry zapierające dech w piersiach w każdej sekundzie lotu. Wyobraź sobie wysokie pasma górskie wyrastające z głębin oceanu, klify skalne i lodowe, jęzory lodowców spływające do morza, kry i góry lodowe przeróżnej wielkości i kształtów, prawdziwie dziką przyrodę… i to wszystko w niesamowitych kolorach wydobytych przez światło operujące tam w specyficzny sposób. To tak piękne, że nie wierzysz w to, co widzą twoje oczy, które patrzą na to wszystko pierwszy raz – uwierz mi, to wcale nie ułatwia zadania! 

Można „stracić głowę” dla takich widoków…

Zgadza się. Pejzaże są tak surrealistyczne, że osobę o dużej wrażliwości na piękno przyprawiają o zawrót głowy… Ja zupełnie „straciłem głowę” <śmiech> i to kilkakrotnie.   

Antarktyka, Wyspy Melchiora z lotu ptaka o zachodzie słońca; title=

Antarktyka, Wyspy Melchiora z lotu ptaka o zachodzie słońca.


Co z dronem? Czy w tych wyjątkowych, a zarazem wymagających warunkach udało Ci się nie stracić sprzętu? 

Na szczęście obyło się bez strat, ale kilka razy, zwłaszcza jeden raz, było naprawdę blisko utraty drona. Byłem pewien, że już po nim.  

Opowiedz tę historię!

Było już bardzo późno, po 23:00 czasu lokalnego, liczonego zgodnie ze strefą czasową w Argentynie. Robiło się ciemno. Wzdłuż wybrzeża napotkaliśmy piękną górę lodową, na której przebywała całkiem spora grupa pingwinów białobrewych. SELMA zwolniła obroty silnika, aby umożliwić nam fotografowanie. Czaiłem się z teleobiektywem rozstawionym na środku pokładu. Zależało mi na uchwyceniu pingwinów wskakujących z wody na górę lodową. Po chwili pojawiły się wieloryby. Pomyślałem – odpalam drona! Szybko go zmontowałem i wypuściłem z pokładu płynącej SELMY. Nie zorientowałem się jednak, że nagrywam stado, które odpływa w przeciwną stronę niż jacht. Drugie stado polowało w tym czasie blisko łodzi, prawie na wyciągnięcie ręki. Trochę mnie dziwiło, że w kadrze nie łapię wielorybów na tle SELMY, ale nie zaniepokoiło mnie to na tyle, by interweniować. Próbowałem ujęć z kamerą skierowaną zupełnie w dół, na wysokości około 15-20 metrów, a to dość ciasne kadry. Kiedy mój dron dawał sygnał ostrzegawczy dotyczący poziomu baterii, ustawiony na 40%, zignorowałem go. Gdy poziom naładowania zszedł już poniżej 20%, postanowiłem wracać. Wtedy dopiero zorientowałem się, że grupa humbaków, którą filmuję, jest prawie kilometr ode mnie.  

To był moment, w którym zrobiło się nerwowo?

Pojawił się stres, a on spowodował lawinę niepotrzebnych operacji. Chaotyczne ruchy, nerwową próbę ustalenia pozycji i kierunku powrotu. Bezsensowną próbę odnalezienia SELMY z podglądu kamery. Udało się jednak namierzyć łódź. Kiedy już myślałem, że wszystko mam opanowane i rozpocząłem odliczanie metrów do wylądowania, dron zatrzymał się i zawisł w powietrzu na wysokości wzroku, w odległości 6 metrów od łodzi.  

Tego się nie spodziewałeś?

Nie zareagował na moje polecenie. Spojrzałem nerwowo na stan baterii – 15%. Popatrzyłem na komunikat – no tak – czujniki optyczne wykryły maszt, wanty lub liny i nie pozwoliły zbliżyć się bliżej. Zapomniałem wyłączyć przed lądowaniem. Próbowałem wejść w ustawienia, a tu nagle dron wzniósł się szybko do góry i znikł mi z oczu! Stres sięgnął zenitu. Włączył się tryb RTH, który miałem ustawiony akurat na 15% i na wysokość powrotu 50 m. Dron zachował się więc poprawnie i postanowił wrócić do punktu startu, a że ten punkt był już daleko od nas, gdzieś na oceanie – bo przecież wypuściłem go prawie 20 minut temu z pokładu płynącego jachtu – to szybko oddalał się od SELMY. Wtedy byłem już pewien, że straciłem drona, a tym samym najlepsze ujęcia wielorybów, jakie dotąd udało mi się zrobić.  

W takim razie, jak udało Ci się uratować sprzęt?

Dzięki przyjacielowi Miłoszowi [Miłosz Dąbrowski z Aquadiver.pl – organizator wyprawy nurkowej na pokładzie SELMY – przyp. red.], który zachował zimną krew i krzyknął do mnie: „Wyłącz mu tę funkcję RTH! Skasuj to!”. Oprzytomniałem. Udało mi się wyłączyć funkcję RTH i odzyskać kontrolę nad dronem. Bateria wskazywała wtedy już tylko 11%. Dron zdążył odlecieć na ponad 400 m od SELMY, ale na szczęście na pułapie 50 m wysokości sprawnie ustaliłem jego pozycję względem jachtu. Ponownie uwierzyłem, że może uda się go uratować.  

Wojciech Nawrocki operujący dronem w Antarktyce z pokładu SELMY.
Wojciech Nawrocki operujący dronem w Antarktyce z pokładu SELMY.


Spora dawka emocji i adrenaliny w jednej historii…

Być może teraz nie robi to takiego wrażenia, ale wtedy emocje sięgały zenitu. Wyobraź sobie końcówkę: cisnę na maksa, wychylam drążek sterowania do oporu zmierzając prosto w kierunku SELMY – widzę charakterystyczną sylwetkę i kolor jachtu. Słyszę silnik drona. Namierzam go wzrokiem i schodzę już w dół. Ustawiam się szybko i podchodzę do lądowania od lewej burty, pod wiatr, tyłem do mnie. Ląduję. Jestem już na odpowiednim pułapie, na wysokości wzroku. Zbliżam się pewnie, Krzysiek [Krzysztof Jasica z SELMA Expeditions – przyp. red.] podchodzi do barierek i wychyla się, by łapać drona. Jest już na wyciągnięcie ręki i… znów zatrzymuje się przed jachtem, a kontroler pika! Co znowu? No tak – czujniki optyczne, których nie zdążyłem wcześniej wyłączyć, bo załączył się tryb RTH. Znowu stres. Wyłączam je bardzo pośpiesznie. Łódź cały czas płynie. Po raz kolejny muszę ustawić drona do lądowania. Lecę już na oparach baterii. Ląduje prosto w ręce Krzyśka – Krzysiek łapie drona! Udaje się! 

To jak relacja, która przyspiesza bicie serca. Historia trzymająca w napięciu do samego końca <śmiech>. Musiałeś wtedy poczuć prawdziwą ulgę…

Owszem! Gdy emocje ze mnie zeszły, pomyślałem, że szczęście mi czasem sprzyja.

Jaki był poziom naładowania baterii, gdy wylądowałeś?

Szczerze? Przez ten cały stres, nerwy i emocje – zapomniałem spojrzeć, ale na pewno była to pojedyncza cyfra.

W tych warunkach dron mógł się w każdej chwili wyłączyć…

Zgadza się, a wtedy spełniłaby się wizja mojej żony i musiałbym, niestety, przyznać jej rację. 

Jaka wizja?

Że utopię sprzęt. Moja żona przed wyprawą odradzała mi zabieranie drona. Twierdziła, że na pewno go utopię, bo przecież, po pierwsze – nie jestem doświadczonym operatorem. Po drugie – zabieram go w bardzo specyficzne i trudne do latania miejsce, gdzie wiatr, mróz, temperatura i wilgotność nie sprzyjają lataniu. Po trzecie – w strefie podbiegunowej występuje silne oddziaływanie pola magnetycznego i dronowi może szaleć magnetometr. Po czwarte – w Antarktyce dron może gubić połączenie z GPS, a latanie w trybie ATTI w tych warunkach, z pokładu płynącego jachtu to szaleństwo. Obiektywnie, żona miała rację. Szanse na utratę drona były bardzo duże.  

Przeprawa jachtu SELMY Expeditions przez Kanał Lemaire.
Przeprawa jachtu SELMY Expeditions przez Kanał Lemaire. 


Latanie w tych warunkach, to prawdziwe wyzwanie dla operatora drona. Nie utopiłeś sprzętu – możesz być z siebie dumny! <śmiech>

Na szczęście udało się i mogłem po powrocie powiedzieć żonie – a widzisz – nie miałaś racji <śmiech>. Rzeczywiście, nie utopiłem drona, ale uszkodzeniu uległ GPS, a ja przez długi czas myślałem, że „załatwiłem” go w inny sposób. 

Opowiedz o tym.

Pewnego dnia odłożyłem drona w forpiku w niefortunne miejsce, pod wiszącymi skafandrami nurkowymi, z których ociekała słona woda. Sprzęt był w styropianowym, ochronnym pudełku, ale pech chciał, że woda nakapała dokładnie przez szczelinę i dostała się do środka. Nie zachowałem odpowiedniej czujności. Szczerze mówiąc, na tak małym pokładzie ciężko wygospodarować osobne miejsce dla każdej rzeczy i sprzętu. Na szczęście serwis, do którego trafił dron zaraz po powrocie, nie wykrył zacieków ani zalania. Wewnątrz są specjalne czujniki wilgoci, które zmieniają kolor, gdy do środka dostanie się ciecz. Moje obawy się nie sprawdziły. GPS padł po prostu niezależnie, z innego powodu. To się czasem zdarza. 

Z jakimi problemami technicznymi zetknąłeś się jeszcze podczas wyprawy?

Podczas filmowania humbaków, które przypłynęły do SELMY i niemalże ocierały się o burtę, zaraz po wystartowaniu wyświetlił się błąd czujników optycznych – Visual Sensors i pojawił się komunikat: „hovering and landing”. Z jakiego powodu? Nie wiem. Może zbyt często wypuszczaliśmy drona z ręki, z płynącej łajby, w pobliżu lin, masztów i innych przeszkód. W końcu się zbuntował i wymusił czynność kalibracji czujników optycznych.  

Na czym polega kalibracja czujników optycznych?

System nakazuje w takiej sytuacji zakreślać dronem kwadraty na wysokości tułowia w jednorodnym miejscu na płaskiej powierzchni. Próbowałem tak zrobić, ale na jachcie, niestety, nie było na to warunków. Jacht płynie, kołysze. Na pokładzie nie ma przestrzeni o jednolitym podłożu, a wszędzie dookoła wyrastają przeszkody. Po kilku próbach, które wyglądały z boku jak szamański taniec z dronem, pojawiła się komenda, że potrzebna jest kalibracja za pomocą oprogramowania producenta. Niestety nie miałem go na swoim komputerze. 

Czy to był Twój ostatni lot?

Na szczęście nie, choć myślałem, że tak będzie. Kolejnego dnia, gdy zawitaliśmy do zatoczki w Port Lockroy i skończyliśmy zwiedzać muzeum znajdujące się w bazie, postanowiłem dokonać ponownej próby kalibracji. Nie udało się, ale stwierdziłem wtedy, że i tak nie mam nic do stracenia. Mimo błędu czujnika optycznego i komunikatu o kalibracji, postanowiłem wystartować. Bałem się trochę, bo dron nie wyświetlał komendy „ready to go”. Ustawiłem sprzęt na najmniej pochyłym głazie, jaki znalazłem w pobliżu i wystartowałem do góry. Nie wiedziałem, co się stanie. Myślałem, że w którymś momencie zawiśnie w jednym miejscu i zacznie lądować pod siebie, lub wróci trybem RTH do punktu startu. Dla bezpieczeństwa, odczekałem chwilę nad kamieniami. Gdy okazało się, że pomimo komunikatu „hovering and landing” dron lata bez zastrzeżeń i słucha wszystkich poleceń, poleciałem dalej, w kierunku zatoki, by sprawdzić inne funkcje. Wszystko działało, więc wróciłem na miejsce, próbując przy okazji samodzielnego łapania drona. Bałem się lądować  na pochyłych i nierównych skałach przy wietrze. Udało się! Opanowałem nową sztukę samodzielnego łapania drona. Żałowałem trochę, że nie zaryzykowałem i nie wypuściłem sprzętu wtedy, gdy humbaki pływały wokół SELMY. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi jednak – nie rób tego, bo dron może w każdej chwili wylądować w morzu.  

Humbaki w zbiorowym polowaniu na kryl.
Humbaki w zbiorowym polowaniu na kryl.


Jak oceniasz realizację swoich celów fotograficznych do „Projektu Antarktyka” – udało Ci się zgromadzić zamierzony materiał zdjęciowy za pomocą drona?

W przypadku drona, cel był prosty. Chciałem wykonać przy jego użyciu co najmniej 5 zdjęć, które znajdą się w moim ekskluzywnym albumie kolekcjonerskim „Antarktyka w sztuce fotografii”. Po pierwszej analizie materiału już wiem, że umieszczę w nim co najmniej 10 kadrów, a może i więcej, więc moje oczekiwania w stosunku do drona należy uznać za spełnione. Chciałem pokazać w albumie kilka ujęć Antarktyki z innej, „ptasiej perspektywy”, w szczególności pokazując kadr z SELMĄ na tle kry i gór lodowych. Taki kadr „od kuchni”, aby ludzie oglądający album, mogli wczuć się w klimat i wyobrazić sobie jak to było. Obecnie, plan jest taki, że zdjęć lotniczych z drona będzie około 10%, zdjęć podwodnych 20-30%, a pozostałych 50-60%. Ale tę kwestię pozostawiam jeszcze otwartą.

Antarktyka spełniła Twoje oczekiwania i nasyciła Cię swoim kadrem?

Jeśli chodzi o całokształt oczekiwań fotograficznych, to wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a ja, osobiście mam zawsze niedosyt. Ta cecha, popycha mnie naprzód i mobilizuje do realizacji wymarzonych w mojej głowie fotografii. Z każdej wyprawy – nawet z takiej długiej, ponad miesięcznej i obfitującej w wiele fotogenicznych zdarzeń, pomimo wykonania setek czy tysięcy fotografii, wracam z odczuciem niedosytu i niespełnienia. Tak jest i teraz – z jednej strony mam wyjątkowy i unikalny materiał zdjęciowy, ale w mojej wyobraźni czeka również wiele kadrów, których jeszcze nie zrobiłem. Mam też taką przypadłość, że po powrocie z wyprawy, daję sobie czas – muszę ostudzić emocje i podejść do tematu selekcji i obróbki na spokojnie. Nie spieszę się, przeżywam to w zaciszu mojej pracowni. Starannie dobieram i porównuję kadry, które na dalszym etapie obrabiam. 

Czy na wykonywanie lotów w Antarktyce, trzeba uzyskać zgodę?

To dość skomplikowana materia, a odpowiedź zależy od tego, jakiego typu zamierzasz wykonać loty, na jakim obszarze Antarktyki oraz do jakich celów wykorzystasz powstały materiał. Teoretycznie, jeśli latasz tylko dla siebie, na własny użytek, bez celu komercyjnego i nie latasz nad lądowym obszarem Antarktydy oraz nad zwierzętami, to właściwie nie potrzebujesz żadnych zgód i zezwoleń. W praktyce jednak, jesteś w stanie spełnić tylko pierwszy z tych warunków, ale wtedy zamykasz sobie drogę do komercyjnego spożytkowania filmów i zdjęć. 

Dlaczego powiedziałeś, że tylko ten warunek można zrealizować w praktyce?

Ponieważ to niemożliwe, aby w Antarktyce nie latać nad zwierzętami. Nawet mając drona w zasięgu wzroku, z myślą i zamierzeniem, aby fotografować tylko góry lodowe, nie jesteś w stanie dostrzec, czy na krze, za górą lodową nie leżą foki lub nie stoi grupka pingwinów, a pod dronem nie wynurzy się akurat wieloryb. Nie jesteś też w stanie ocenić, czy latając blisko linii brzegowej, jesteś jeszcze na oceanie, czy już wleciałeś w strefę obszaru lądowego Antarktydy, bo przecież granica kontynentu nie znajduje się dokładnie tam, gdzie widzisz ląd. 

Jakie formalności należy spełnić, aby uzyskać zgodę na loty po Antarktyce?

Przede wszystkim najpierw należy uzyskać świadectwo kwalifikacji UAVO BVLOS. W tym pomógł mi Ośrodek DRON.edu.pl. To był przecież mój początek przygody z dronami… Dopiero z uprawnieniami państwowymi, wydawanymi przez ULC, można starać się o zgodę na latanie w Antarktyce. 

Czy takie pozwolenie wydaje Urząd Lotnictwa Cywilnego?
Ha! Ja również tak myślałem i to była pierwsza instytucja, do której zwróciłem się o pozwolenie, ale otrzymałem odpowiedź, że ULC wydaje zgodę na operowanie dronem tylko na terenie Polski. O takie pozwolenie należy starać się w Departamencie Prawno-Traktatowym Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Myślę, że to cenna informacja dla wszystkich, którzy planują dalekie podróże z dronami. Powiedz jeszcze, kiedy będziemy mogli zobaczyć Twój album z fotografiami Antarktyki?

Najwcześniej dopiero pod koniec 2020 roku.  

Każesz nam długo czekać… Dlaczego tak późno?

Po pierwsze – to duże i bardzo kosztochłonne przedsięwzięcie wydawnicze, na które potrzeba sporego nakładu finansowego… wciąż go gromadzę, szukając sponsorów. Po drugie – album zostanie wydany w pakiecie wraz z ilustrowaną książką dla dzieci, którą szykuję z dwoma wybitnymi ilustratorami – Marcinem Leśniakiem – ilustratorem książek dla dzieci oraz Markiem Kołodziejczykiem – ilustratorem przyrody. Praca z ilustracjami to bardzo czasochłonny proces, podobnie jak pisanie książki dla dzieci.  

W takim razie, będziemy cierpliwie czekać. Nie mam wątpliwości, że warto. Życzę pełnej realizacji artystycznych planów oraz kolejnych, równie ciekawych projektów, może ponownie z naszym udziałem. Dziękuję za spotkanie i rozmowę.

Bardzo mi miło, ja również dziękuję.    


Wojciech Nawrocki
Fotograf przyrody, fotograf podwodny, autor i pomysłodawca „Projektu Antarktyka”

Facebook:
https://www.facebook.com/wojciech.nawrocki.photo.portfolio/

Instagram:
https://www.instagram.com/wojciech_nawrocki_photographer/

Więcej o projekcie: 
https://www.antarktyka.info

Partnerzy Projektu:

Dron.edu.pl
Nextron.pl


Dodaj komentarz:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *